poniedziałek, 23 czerwca 2014

Madera (cz. IV.)

Jesteśmy już bez samochodu, odkryliśmy nowy sposób podróżowania - to autobusy. Pierwszy dzień - od rana do wieczora w  Funchal. Drugi dzień - kilka godzin na oceanie, rejs Santa Maria de Colombo - powrót do Machico.
...................................................................................................................................................................

Henrique spóźniał się już kwadrans, miał tu być o dziewiątej. Trochę mnie to irytowało. Chcieliśmy jak najszybciej oddać samochód i mieć tę sprawę z głowy. Podszedłem więc wolno do recepcjonistki i zanim cokolwiek powiedziałem, zobaczyłem go kątem oka w drzwiach wejściowych. Szybkim krokiem zmierzał w moją stronę. W jego oczach, z daleka można było wyczytać przeprosiny. Usiedliśmy spokojnie w wiklinowych fotelach i bardzo szybko - bez zbędnych ceregieli załatwiliśmy sprawy dotyczące dokumentów i rozliczenia za wypożyczenie samochodu. Teraz przyszedł czas na oględziny auta. Bałem się, że będzie może szukał dziury w całym, ale on bez pośpiechu obszedł samochód dookoła i powiedział - okay, everything is all right. Ci Portugalczycy to mili ludzie - pomyślałem. Podał mi rękę na pożegnanie i z uśmiechem na ustach, wsiadł do  czarnej Micry i odjechał. Kamień spadł mi z serca.

Centrum Funchal.