poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Santorini (cz. III.)

Jest środa rano - przed nami wyjazd do Akrotiri. Historia tego miasta, jest podobna do losu  Pompei. Dałem się wciągnąć w tę opowieść, bo mnie zafascynowała. Jest prosta, zrozumiała i do mnie przemawia. Dlatego zaproponowałem, aby tam pojechać. Chciałem zobaczyć na własne oczy, jak wygląda miasto sprzed kilku tysięcy lat. Miasto które istniało, które zniknęło i które powróciło. A było to podobno tak. Tysiąc sześćset lat przed naszą erą, doszło tu do potężnego wybuchu wulkanu. Na całą wyspę w tym także na miasto Akrotiri, spadły najpierw lekkie popioły wulkaniczne - to tak jakby, domy i ulice zasypane zostały mąką, a kiedy okna i dachy znikały, jak delikatnie ugniecione ciasto, zaległy na tym wszystkim masy miękkiego pumeksu. Miasto zniknęło, ale de facto pozostało - tylko, że nikt o tym nie wiedział. Odkrył to dopiero pewien grecki archeolog - w 1967 roku. Odnalazł miasto  - trzeba  je było tylko odkopać. No i podjął się tego.

W okolicy Akrotiri.