czwartek, 16 lipca 2015

Chorwacja po raz czwarty - jedziemy na Hvar (cz. IV.)

Trasa dojazdu: Opole – Prudnik – Krnov – Bruntal – Ołomuniec – Brano – Mikulov - Poysdorf – Wiedeń – Graz – Maribor – Karlovac (Vukmanicki Cerovac – nocleg) – Split – Stari Grad. W sumie 1166 kilometrów.

Na wyspie: Stari Grad - Hvar – wioska Velo Grablje - Vrboska - zatoka Vela Stiniva - Jelsa - plaże w Zavala, Ivan Dolac i Sveta Nedjelja - Sucuraj.


Droga powrotna: Stari Grad – Sucuraj - Drvenik (prom) – Ljubuśki (Bośnia) – wodospady Kravica – Medjugorje - Počitelj - Blagaj – Mostar (nocleg) – Jajce – Banja Luka – Gradiśka - Keszthely nad Balatonem (nocleg) - Gyor – Bratysława – Brno – Ołomuniec - Opole. W sumie 1323 kilometry.
...................................................................................................................................................................

Droga powrotna
Do  domu wracamy przez Sućuraj - małe miasteczko, położone na wschodnim przylądku wyspy Hvar, na jego najdalszym cypelku od strony Riwiery Makarskiej, jakieś trzy mile morskie od wybrzeża. Sucuraj leży też na początku drogi, łączącej wszystkie miejscowości na wyspie i biegnącej, aż do miasta Hvar - to droga oznaczona numerem 116. Dla nas to jest akurat przystanek końcowy, ale nie zawsze tak nie musi być. My przypłynęliśmy na wyspę ze Splitu, a odpływamy właśnie z Sucuraj, jednak wiele osób robi zupełnie inaczej, dostają się na wyspę właśnie tędy - przez ten niewielki port i tu rozpoczynają swoją wędrówkę.

Sucuraj

wtorek, 14 lipca 2015

Pałac Dębowy w Karpnikach czyli nasza pierwsza turystyczna porażka.


Obiekt uznany za Pomnik Historii Prezydenta RP pod nazwą „Palace i parki krajobrazowe Kotliny Jeleniogórskiej”
 ......................................................................................................................................................................................
          Od dawna doceniam walory Dolnego Śląska, a szczególnie Kotliny Jeleniogórskiej. To piękne miejsce na ziemi. Dlatego od czasu do czasu wybieramy się w tamte strony. Tym razem to był lipcowy weekend; niedziela w samo południe.
         Zatrzymałem samochód na rozjeździe, tuż za mostkiem w Karpnikach. Spojrzałem na mapę i zorientowałem się, że gdzieś tu niedaleko jest wart obejrzenia - pałac z drugiej połowy dziewiętnastego wieku - podobno perełka. Szczęście tak jakoś uśmiechnęło się do nas, że na wprost, obok skromnej chałupy zobaczyłem drogowskaz. Wszystko jasne. Stąd droga prowadziła właśnie do Pałacu Dębowego. I o to chodziło. Byłem zachwycony, tym bardziej, że kwadrans wcześniej oglądaliśmy odrestaurowany neogotycki zamek, w tej samej wsi. Rewelacja - ale o tym przy innej okazji.
Droga do Pałacu Dębowego -  w Karpnikach.
            Szutrowa droga - po kilku minutach - doprowadziła nas do ogrodzenia i zamkniętej na siedem spustów solidnej bramy. - No i co? No i klops – pomyślałem. Klamka furty za cholerę nie puszczała. - No, to tośmy się naoglądali, a tak zachwalają ten pałac w folderach - powiedziała zawiedziona Ela. Miała rację - zrobiło mi się jakoś głupio, bo to ja ją namówiłem do przyjazdu tutaj. Chwilę później jednak sytuacja się zmieniła i tak jakby pojawiło się niespodziewanie zielone światełko. Od strony pałacu do bramy podjechał samochód. Wysiadł mężczyzna w średnim wieku i uprzejmie, ale stanowczo zapytał w czym może nam pomóc. Pomyślałem, że wie dokładnie o co nam chodzi, a jednak udaje greka, taka uprzejma gra pozorów z przygotowaną z góry tezą. Gdzieś tam jednak tliła się ciągle we mnie nadzieja, że może nam się jednak uda.
- Nie ma tu żadnego zwiedzania - tu jest hotel, powiedział wolno i wyraźnie, tak jakby zależało mu, abyśmy natychmiast pozbyli się złudzeń.
- Przepraszam, ale czy chociaż z zewnątrz można by spojrzeć na ten pałac? – zapytałem.
- Przykro mi, ale nie – wycedził przez zęby.
- Chociaż, w zasadzie to jest taka szansa, ale dopiero gdzieś na jesieni – dodał, tak jakby chciał nas pocieszyć. Uśmiechnął się i spojrzał na nas wzrokiem zwycięzcy. Miałem go dość i czułem, że powinniśmy stąd jak najszybciej odjechać. To było żenujące. Zrozumiałem, że i tak tu dzisiaj nic nie wskóramy.
Zamknięta brama. 
            Tak, to była nasza weekendowa porażka. Na szczęście jedyna. Włóczymy się po tej okolicy, już od trzech dni i wszędzie było bosko, tylko tutaj dostaliśmy po nosie. Wiem przecież, że nie można się szwendać po hotelowych wnętrzach i przeszkadzać ludziom, ale w swojej naiwności sądziłem (widać niesłusznie), że obiekt uznany za pomnik historii można by zobaczyć chociażby z zewnątrz, pospacerować po parku, i zrobić jakąś fotkę. I to tyle.
              Na szczęście z powodu zgrzytu pod Pałacem Dębowym, słońce nie przestało – tego dnia - dla nas świecić. Pozbieraliśmy się dość szybko i widokową trasą ruszyliśmy do Bukowca. Tu przynajmniej nikt niczego przed nami nie zamykał, wszyscy byli mili i sympatyczni, a prawdziwą nagrodą był dla nas piękny widok z pawilonu herbaciarni - na okoliczne góry i na Śnieżkę. A Pałac Dębowy i tak zobaczyliśmy, wrócił do nas jeszcze tego samego dnia. Znaleźliśmy go kilka kilometrów dalej w parku miniatur w Kowarach. Może więc nie warto szukać go w Karpnikach, może też nie należy eksponować go w przewodnikach i mamić turystów tym rarytasem pod kluczem.


czwartek, 2 lipca 2015

Nowa Zelandia - gościnnie.

Z Sebastianem znamy się od dawna. Wiem, że kawałek życia spędził w Holandii, znam też jego pasje i zainteresowania. Podoba mi się to co robi na co dzień i czym zajmuje się zawodowo. Jego sposobem na życie jest  budownictwo ekologiczne. Buduje kolorowe domy z dachami, na których rośnie zielona trawa. Fenomenalne. Coraz więcej ludzi w Polsce chce tak żyć i mieszkać. On doskonale o tym wie i własnie w tym widzi sens swojej pracy. Zawsze zazdrościłem ludziom, którzy potrafią łączyć pasję z wykonywanym zawodem. To chyba najlepszy sposób na życie. No, ale cóż  - my dzisiaj nie o tym. Dokładnie rok temu Sebastian wspólnie z Szymonem, wybrali się - na blisko trzy miesiące - do Nowej Zelandii. Od słowa do słowa i wyszło na to, że chętnie pokaże nam trochę zdjęć  - z tego bądź co bądź dalekiego, ale i pięknego kraju. No więc tym razem gościnnie na moim blogu - Sebastian i jego migawki z podróży.

Nowa Zelandia - Auckland.