poniedziałek, 14 marca 2016

Przepis na Londyn (cz.I.)

Dla ludzi, którzy lubią sobie komplikować życie, mam niestety tylko dobrą wiadomość - Londyn jest bardzo łatwy do zwiedzania. Wynajmijcie sobie hotelik, albo hostelik i jedźcie - namawiam. Ważna rada - w planowaniu wędrówki po mieście, należy zawsze uwzględniać metro. Zapewniam, że można dość łatwo połapać się, gdzie i jak dojechać - w tej bądź, co bądź -  niemałej aglomeracji. Londyńskie metro to rewelacyjny wynalazek. Daje niebywałe możliwości szybkiego przemieszczania się z jednej dzielnicy do drugiej. Reszta jest już tylko w waszych głowach i w nogach. No, a potem: spacery, spacery i jeszcze raz spacery - można w ten sposób zobaczyć wszystko, co się chce. W naszym przypadku było to tak:

Dzień pierwszy: "Od Nelsona  do Wilhelma Zdobywcy". Charing Cross ( w samym sercu Londynu) -Trafalgar Square - National Gallery - Whitehall - Horse Guards Parade - Downing Street - Houses of Parliament - Big Ben - Westminster Bridge - w prawo nabrzeże na Tamizą - Lambeth Bridge - Victoria Tower Gardens - Old Palace Yard - Westminster Abbey.

Dzień drugi: "Zielone parki i czerwone kubraki". Marble Arch - u zbiegu z Oxford Street - Hyde Park - Speaker's Corner - Wellington Arch - Green Park - Victoria Memorial - Buckingham Palace - Sklep Harodsa przy Brompton Road - Victoria and Albert Museum - Natural History Museum - Science Museum - Albert Memorial - Royal Albert Hall - Kensington Palace.
...................................................................................................................................................................

Nie pojechałem do Londynu na zarobek, nic z tych rzeczy. Nawet nigdy o tym nie myślałem. To był zwykły zbieg okoliczności. Kupiłem kiedyś dobry przewodnik i wtedy przyszło mi do głowy, że możne warto byłoby zobaczyć to miasto z bliska. Nic więcej. Przewodnik odłożyłem na półkę i o całej sprawie zapomniałem, aż do dnia kiedy przyszła do nas Natalia. Rozmowa była o wszystkim i o niczym, aż w końcu wydusiła z siebie. Nie poleciałbyś ze mną do Londynu ? Do mnie mówisz? - zapytałem z niedowierzaniem i zachłysnąłem się resztką dopijanej kawy. Ela walnęła mnie w plecy i było po kłopocie. Tak. Proszę cię abyś poleciał ze mną do Beniamina. Już wiedziałem o co chodzi. Natalia bała się latać, potrzebowała kogoś kto potrzyma ją za rękę, powie dobre słowo i da poczucie bezpieczeństwa. I to była cała tajemnica. Bez chwili namysłu - zgodziłem się. Tak znalazłem się po raz pierwszy w Londynie. Banalna historia. Natalia z zapałem, pokazywała mi miasto każdego dnia. I tak przez tydzień, dzień po dniu łaziliśmy od ulicy do ulicy, od dzielnicy do dzielnicy. Do Opola wróciłem po tygodniu, ale już sam. Eli kupiłem ładną parasolkę na Oxford Street - tak, żeby wiedziała, że o niej pamiętałem, no i żeby miała coś fajnego z City. Tak zaraziłem się Londynem, a Natalii jestem wdzięczny do tej pory.

Północny Harrow - widok z naszego okna.
Po powrocie do domu, sięgnąłem po dawno kupiony przewodnik. Londyn zaczął chodzić mi po głowie. Teraz wiedziałem przynajmniej, gdzie jest klucz do zwiedzania tego miasta. Natalia nauczyła mnie jeździć londyńskim metrem i to jest istota całej sprawy. Ten sposób poruszania się tutaj jest genialny, można tak dojechać prawie wszędzie. Połapałem to w lot i już byłem panisko. Wiedziałem, że się nie zgubię, byłem coraz bardziej pewny siebie. Teraz już tylko czekałem na okazję, żeby wrócić nad Tamizę. Kilka miesięcy później, daliśmy się ponownie zaprosić do Anglii. Mój sen o Londynie spełniał się, to było miłe.

Rayners Lane.