niedziela, 13 listopada 2016

Ogrodzieniec - szlakiem Orlich Gniazd


Zamki: Będzin - Ogrodzieniec - Mirów - Bobolice - Olsztyn pod Częstochową
..................................................................................................................................................................
O tym co zrobić z tak dobrze rozpoczętym dniem, musieliśmy zdecydować tu i teraz - na zamku w Będzinie. Albo ruszamy do domu, albo w kierunku Ogrodzieńca, a to dwie różne strony świata. Czas i pogoda były najważniejsze przy tej decyzji. Usiedliśmy na parkowej ławeczce pod złotolistnym klonem, gdzie słońce spierało się cieniem. Ela wyciągnęła małe zawiniątko z ulubionymi kanapkami i zaczęliśmy śniadaniową rozmowę. Dochodziło w pół do dziesiątej, a więc sporo czasu jeszcze przed nami. I to był najważniejszy argument. Rysowała się więc realna szansa na to, że spokojnie przed wieczorem dotrzemy do Olsztyna pod Częstochową. I o to nam chodziło. A poza tym - nad nami najpiękniejsze niebo tej jesieni, czyste jak łza i żadnych zwiastunów jakichkolwiek zmian. To była doskonała prognoza i kolejny argument żeby ruszać na trasę. Jedziemy  nie ma co, raz kozie śmierć - może jakoś zdążymy. Spontaniczna wycieczka.
Jesienny zamek


O zamku w Będzinie już trochę było, wiec tym razem, kilka słów oraz trochę zdjęć z Ogrodzieńca i Mirowa. Przed nami droga po wygiętym na wschód łuku od Będzina do Olsztyna przez Ogrodzieniec, Mirów i Bobolice. W sumie pięć zamków - to niezła dawka jak na jeden dzień. Takie małe szaleństwo.
Ogrodzieniec - skałki tuż  przy zamku.




Zamku nie da się przeoczyć. Wystarczy - jadąc autem - rozglądać się po okolicy i wtedy tuż za Ogrodzieńcem po prawej stronie, pojawiają się sterczące kikuty nastroszony wapiennych skałek i zamkowych szkieletów. A potem to już idzie jak z płatka. Ulica Zamkowa prowadzi każdego do celu.
Monstrualne mury od północnej strony



Zamek w Ogrodzieńcu ma w sobie siłę przyciągania: wabi, zaprasza i nęci. Żaden wędrowiec nie przejdzie tędy obojętnie. To niezwykłej urody  monstrum, skamieniały szkielet niczym poturbowany rycerz z wydziobanymi oczami i oszpeconą twarzą, który zastygł tu  na wieki. To wspomnienie potęgi, błysku ludzkiego geniuszu i  jednocześnie dowód upadku tych co myśleli, że nigdy nie upadną.  Jest tak brzydki, że aż piękny.  Dlatego tu dzisiaj jesteśmy.
Ścieżka na zewnętrznej stronie



Jak to w każdym porządnym zamku jest: fosa, brama główna,  przedzamcze, wieża z bramą do zamku górnego, dziedziniec dolny, dziedziniec mały, budynek na skale, wieża z machikułami i kolejna  wieża. Jednym słowem - forteca.




Zachodnia ściana




Pod starym dębem




Światło i cienie


Wieża na skale







Od strony południowej




A wokół sterczące skałki



Zamek w całej krasie



Tu dzieła zniszczenia dopełnili Szwedzi




Znowu dużo słońca


Z każdej strony jest inny



Mury obronne - od wschodu



Co ta natura wyprawia?



Mirów - jeden z najstarszych zamków na szlaku Orlich Gniazd.



Pożegnaliśmy Ogrodzieniec i wąską asfaltówką, wśród pomalowanych na żółto, rdzawo  i brązowo pagórków sunęliśmy wolno w stronę Kiełkowic, a potem Lgoty Murowanej. Za Kotowicami, w miejscu gdzie kończy się wysoki sosnowy las - po prawej stronie - pojawiły się mury zamku  w Mirowie.
Złota jesień



Spokojna jazda wśród jesiennych pól i lasów nastraja mnie niezwykle pogodnie i daje wiele przyjemności. Stąd już niedaleko do zamki w Bobolicach.

cdn.