piątek, 15 kwietnia 2016

Przepis na Londyn (cz.II.)

Londyn to miasto moloch, w przeszłości podobno monstrum ponure i odrażające. Tak przynajmniej pisze Peter Ackroyd, w grubej jak cegła biografii tego miasta. Teraz jednak nie da się tego tak ująć. Jest inaczej, Londyn wabi i przyciąga każdego, kto  poszukuje atrakcji i  tajemnic wielkich metropolii.  Przegapić Londyn to byłby  błąd. Jest tu więc coś, co każe mi każdego ranka wsiadać do metra na Rayners Lane i jechać przed siebie, do nowych miejsc. Poznawanie Londynu to przyjemne zajęcie - dlatego tu, teraz jesteśmy. Gwarne, kolorowe ulice, muzea jakich nigdy dotąd w życiu nie widziałem i wielkie zielone parki -  to wszystko było wczoraj i przedwczoraj. A jutro? Jutro, znowu ruszamy:

Dzień trzeci: "City - pępek świata". St Paul's Station - Paternoster Square - St. Paul's Cathedral - Millennium Bridge - Tate Modern - Shakespear'e Globe - Southwark Cathedral - Tower Bridge - Tower of London.

Dzień czwarty: "Jak się bawić, to tylko w Soho". Holborn Station - Bloomsbury Square - British Museum - Soho Street - Palladium Theater na Argyll Street - Carnaby Street - Poland Street - Palace Theatre na Charing Cross Road - Chinatown (Gerrard Street - Lisle Street) - Piccadilly Circus.
...................................................................................................................................................................
Wieczorne jeżdżenie palcem po mapie zakończyło się sukcesem. Przed dziewiątą, miałem gotowy plan na jutro. Tym razem zmieniamy rejon - na celownik bierzemy City of London i Southwark, a więc środek miasta po obu stronach Tamizy. Nie mogłem doczekać się ranka, więc poszedłem wcześniej spać w nadziei, że szybciej przyjdzie nowy dzień. Co za naiwność - ale tak było, to prawda.

City of London - sklepy i banki


Przebudziłem się i trochę zniecierpliwiony odsunąłem delikatnie - ciężką, okienną zasłonę. Spojrzałem przez wąską szparę i pomyślałem, że to chyba za wcześnie. Ciemność odchodzącej nocy, jakoś nie mogła pogodzić się z porankiem. Nad ogrodem wisiały ciężkie, ołowiane chmury. Tak, więc dzień rodził się w bólach, a to nie zwiastowało niczego dobrego. Zupełnie inne nastroje zapanowały godzinę później - w kuchni. Poranne jajka na bekonie, postawiły mnie na nogi. Będzie dobrze, będzie dobrze - powtarzałem jak mantrę przy i po śniadaniu. No, przestań wreszcie i posłuchaj co ci powiem - fuknęła na mnie poirytowana Ela. No, co? - zawiesiłem głos na chwilę. Będzie dobrze - wydusiła w końcu z siebie, uśmiechnięta od ucha do ucha. No i to mi się podoba, skoro tak mówisz, to muszę chyba ci uwierzyć - odparłem podniesiony nieco na duchu. Mimo wszystko, bałem się o tę cholerną pogodę. Zależało mi, żeby to był znowu udany dzień.

Paternoster Square