wtorek, 14 lipca 2015

Pałac Dębowy w Karpnikach

Pałac, którego nie mogłem zobaczyć. 

Od dawna doceniam walory Dolnego Śląska, a szczególnie Kotliny Jeleniogórskiej. To piękne miejsce na ziemi. Jak tylko znajduję trochę czasu, to wybieram się w tamte strony. Tym razem to był lipcowy weekend, była niedziela w samo południe. Zatrzymałem samochód na rozjeździe, tuż za mostkiem w Karpnikach. Spojrzałem na mapę i zorientowałem się, że gdzieś tu niedaleko jest wart obejrzenia -  pałac z drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Podobno jest perełką architektury tamtego okresu. Szczęście uśmiechnęło się jakoś do nas - tuż nieopodal dużej tablicy z ogłoszeniami, zobaczyłem turystyczną informację o tym, że jadąc na wprost, najpewniej trafimy właśnie do Pałacu Dębowego. No i o to chodziło, tym bardziej, że kwadrans wcześniej oglądaliśmy odrestaurowany neogotycki zamek, w tej samej wsi. Rewelacja - ale o tym przy innej okazji.

Droga do Pałacu Dębowego -  w Karpnikach.
Szutrowa droga zaprowadziła nas do zamkniętej na siedem spustów bramy, a ogrodzenie ciągnące się w nieskończoność w lewo i w prawo nie dawało nadziei na to, że będziemy mogli nacieszyć się widokiem pięknego pałacu. Klamka furty też nie puszczała. No, to tośmy się naoglądali, a tak zachwalają ten pałac w folderach - powiedziała zawiedziona Ela. Miała rację - zrobiło mi się jakoś głupio, bo to ja ją namówiłem do przyjazdu tutaj. Moją nadzieję wzbudził jeszcze na chwilę, mężczyzna w średnim wieku, który podjechał samochodem od strony pałacu. Był uprzejmy ale, stanowczy. Nie ma tu żadnego zwiedzania - tu jest hotel, powiedział łagodnym głosem. Przepraszam, ale czy chociaż z zewnątrz można by spojrzeć - zapytałem. Przykro mi, ale nie - odpowiedział. No, w zasadzie to jest taka szansa, ale dopiero na jesień - dodał jakby chciał nas choćby trochę pocieszyć. W związku z tym, że do jesieni było jeszcze z trzy miesiące, a my nie mieliśmy ze sobą ani namiotów, ani śpiworów, ani ciepłych skarpetek, ani tym bardziej wystarczającej ilości prowiantu, postanowiliśmy od razu zrezygnować z tej oryginalnej  propozycji. I to był chyba dobry wybór. Tym bardziej, że w poniedziałek musieliśmy iść oboje do pracy. Uśmiechnął się ten człowiek do nas  tak jakoś dziwnie, a ja wtedy zdałem sobie po sprawę, że nic tu naprawdę dzisiaj nie wskóramy. Podziękowałem więc czym prędzej i tak się rozstaliśmy. Głupio wyszło.

Zamknięta brama. 
To była nasza weekendowa porażka. Szkoda. Na szczęście, nie mieliśmy takich problemów na Zamku Bolków, w Pałacu w Wojanowie i na Zamku w Karpnikach, chociaż te dwa ostatnie są hotelami - podobnie jak Pałac Dębowy. Wiem, że nie można się szwendać po hotelowych wnętrzach i przeszkadzać ludziom, ale w swojej naiwności sądziłem (widać niesłusznie), że obiekt uznany za pomnik historii można by zobaczyć choćby z zewnątrz, pospacerować po parku, i zrobić jakąś fotkę. I to tyle. Mimo tej przykrej lekcji - to był udany dzień. Na szczęście z powodu zgrzytu z Pałacem Dębowym, słońce nie przestało dla nas świecić tego dnia. Jakoś szybko się pozbieraliśmy i widokową trasą ruszyliśmy do Bukowca. Tu nikt niczego przed nami nie zamykał, wszyscy byli mili i otwarci. Nagrodą był piękny widok z pawilonu herbaciarni - na okoliczne góry i na Śnieżkę. A Pałac Dębowy jeszcze raz wrócił do nas - tego samego dnia, znaleźliśmy go kilka kilometrów dalej w parku miniatur. Może więc nie warto szukać go w Karpnikach, może to zwykła strata czasu, może lepiej od razu jechać do Kowar.  Pozdrawiam wszystkich przyjaciół Kotliny Jeleniogórskiej, także właściciela tego pięknego pałacu. 

2 komentarze:

  1. Szkoda, że pałacu nie zobaczyliście, ale mam nadzieję, że wycieczka i tak była udana.

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak wygląda z lotu ptaka zamek w Karpnikach http://www.karpacz.net/pano/zamek-w-karpnikach/

    OdpowiedzUsuń