czwartek, 27 października 2016

Zamek w Bobolicach - szlakiem Orlich Gniazd

Zamki: Będzin - Ogrodzieniec - Mirów - Bobolice - Olsztyn pod Częstochową.
..................................................................................................................................................................

       Sporo już przejechaliśmy, tym razem zatrzymamy się na zamku w Bobolicach. Leśna droga za Mirowem skręciła ostro w prawo i po kilku minutach wjechaliśmy do małej wioski. Zamku nigdzie nie widać, nawet rozglądanie się na lewo i prawo niewiele dawało. Dopiero gdy wzięliśmy na spytki dwoje staruszków napotkanych po drodze - wszystko stało się klarowne i jasne. Od tego miejsca wąska droga sprowadziła nas w dół, na rozległą polanę, wprost do parkingu. Byliśmy u celu. Tu - tak jakby - kurtyna poszła w górę - nareszcie wszystko widać jak na dłoni. Znad dorodnych drzew wychylają się w jesiennym słońcu, białe mury z czarnymi dachami. To właśnie jest zamek Bobolice.
Zamek Bobolice



To ruina po liftingu, doskonały przykład troski o historię.




Z każdej strony zachwyca








Niezwykłe miejsce ……. 



…..... w barwach jesieni



Tuż obok - hotel i restauracja



Imponujący bastion na wysokiej  skale






Widok na zamek od strony bramy głównej. 




Za murami








Jesień w Bobolicach


Na dziedzińcu








Zamkowe wnętrza




Ta odnowiona warownia ma przeszłość wynędzniałej ruiny, przywróconej do życia ze stanu agonii przez ludzi, którzy - jakby na to nie patrzeć - są godni podziwu i szacunku. Wprawdzie to prywatna inicjatywa, ale każdy, kto robi takie rzeczy wart jest - moim zdaniem - uznania i dobrego słowa.



Jesień tego roku jest piękna.










Rozległe przestrzenie z licznymi, dobrze rozplanowanymi ścieżkami, zachęcają do spaceru wokół warowni, a i także po okolicy. Bez trudu można dojść stąd nawet do sąsiedniego zamku w Mirowie. Szczęście i pogoda nam sprzyja, ale czas jest nieubłagany, zero litości. Żegnamy więc Bobolice i pora nam ruszać w dalszą drogę.  
Zamek Olsztyn koło Częstochowy




Była druga popołudniu i trzydzieści kilometrów jazdy przed nami. Pół godziny później, za wioską Przymiłowice – po lewej stronie drogi – pokazały się ruiny zamku Olsztyn.
Doskonałe miejsce do spacerów.







 Malownicze resztki dawnego bastionu efektownie górują nad małym miasteczkiem i nad całą okolicą. To pozostałość potężnej fortecy, która przed wiekami - podobno - była nie do zdobycia; dzisiaj zdobyć ją może każdy.
I tak to w naszej obecności na zamek przyszła ciemność. 




I przyszedł zmierzch, słońce schowało się za lasem, dzień dobiegał końca. Nie ma już dla nas alternatywy - trzeba kończyć tę eskapadę. Od świtu do zmroku w podróży: od Będzina przez Ogrodzieniec, Mirów, Bobolice i Olsztyn dowlekliśmy się późnym wieczorem pod Jasną Górę, a stąd już - bez przystanku - gnaliśmy prosto do domu, do naszego Opola.

Koniec



3 komentarze: