piątek, 3 lutego 2017

Sycylia (cz.II.) - interior, czyli co piszczy w trawie i nie tylko.

Sycylia to nie tylko wysokie góry, urwiska i skały, nadbrzeżne klify i błękit morza. To coś jeszcze, coś co jest w środku, to: pola uprawne i bezkresme gaje, ale także i miejsca trudnodostępne, tam gdzie natura nie pozawala rządzić się człowiekowi, zamyka przed nim swoje bramy, a nawet i  grozi. Dzisiaj po drodze mijamy hektary obsiane pszenicą i jęczmieniem, uprawy warzyw, winorośli, cytrusów, drzew  oliwnych i  ziół śródziemnomorskich.  Jakże to wszystko jest inne, niż to co widzieliśmy do tej pory. Drogi w sycylijskim interiorze  tną góry i równiny, ale czasem dochodzą i do miejsc, które budzą w człowieku lęk i grozę, także i do ziemi niczyjej, spalonej ogniem piekielnym - tak jak pomiędzy Katanią, a Taorminą. Ciarki przechodzą po plecach na widok wymarłych domów i kominów wystających z popiołów. Z przerażeniem patrzę jak czarna i rdzawa na popiół zastygła lawa, wdarła się na plantacje i przydomowe podwórka. Tu wszystkim rządzi Etna. To inny świat, wiec warto tu chyba zajrzeć i zobaczyć jaka naprawdę jest Sycylia.
................................................................................................................................................................
Wczoraj byliśmy na szczycie La Rocca nad Cefalu - to była udana wycieczka. W drodze powrotnej zeszliśmy do miasteczka, a poten resztę dnia spędziliśmy na żółtej plaży, nad błękitną zatoką. Dzisiaj plan jest zupełnie inny. Ruszamy w głąb wyspy po trasie: Cefalu - Insello - Scillato - Enna - Katania - Misterbianco - Belpasso - Etna.
Zielone Cefalu.


Okolice Scillato.



I Carpinelli.



Łany pszenicy.



Pola pełne zbóż.


Enna - miasto na szczycie.



Ziemia spalona.


Etna coraz bliżej.



Ślady żywiołu.



Kratery - piękno i groza.






Nieziemska sceneria.








To ciągle żywy wulkan.




Tam gdzie jest spokój  - wraca życie.




Inne oblicze wyspy









Ogrody - nad Morzem Tyreńskim


To był ekscytujący pełen wrażeń i niezapomniany dzień. Zobaczyliśmy zupełnie inne oblicze tej samej wyspy: od pól pszenicznych, gajów oliwnych, upraw winorośli, pomarańczy, cytryn, mandarynek, grejpfrutów, rozmarynu, tymianku, szałwii, lawendy, liścia laurowego i kaparów, po jałową i spaloną ziemię  wokół największego wulkanu na wyspie. Zmordowani, ale zadowoleni wróciliśmy do hotelu  późnym wieczorem. Jutro idziemy na  plażę.

cdn.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz